Strona główna » Rodzice i uczniowie » Piątki, jedynki i 9 godzin w szkole. Do czego właściwie przygotowujemy dzieci?

Piątki, jedynki i 9 godzin w szkole. Do czego właściwie przygotowujemy dzieci?

1 WRZEŚNIA • SZKOŁA W PRAKTYCE • UCZEŃ • RODZIC

Pierwszy września. Uczeń dostaje plan lekcji. Rodzic loguje się do dziennika. Nauczyciel otwiera opinie, orzeczenia, dostosowania i kolejne dokumenty.

System rusza. I gdzieś pomiędzy pierwszą lekcją, pierwszą jedynką, pierwszym „nie chcę tam iść” i kolejną procedurą ginie chyba najważniejsze pytanie: po co właściwie dziecko spędza w szkole kilkanaście lat?

„Nie lubię szkoły” czasem zaczyna się bardzo wcześnie

Patrzę na to nie tylko jako nauczyciel, ale również jako rodzic.

Są dzieci, które szkoły po prostu nie lubią. I ta niechęć niekoniecznie zaczyna się w wieku piętnastu lat.

Czasami zaczyna się dużo wcześniej.

Dziecko chce się ruszać, działać, sprawdzać, dotykać, pytać. A instytucja – z konieczności – bardzo szybko uczy je również czegoś innego:

teraz siedzimy,
teraz słuchamy,
teraz wszyscy robimy to samo,
teraz poczekaj,
teraz jest czas na coś innego.

Oczywiście szkoła potrzebuje zasad. Trzydzieścioro dzieci nie może jednocześnie robić wszystkiego, na co ma ochotę.

Ale dzieci nie są takie same.

Jedno świetnie odnajduje się w szkolnym systemie. Drugie potrzebuje ruchu. Jedno uczy się samo. Drugiemu trzeba coś pokazać, przećwiczyć, rozłożyć na części. Jedno znakomicie analizuje tekst, drugie potrafi rozłożyć urządzenie na części i złożyć je z powrotem, zanim pierwsze przeczyta instrukcję.

Równe traktowanie nie zawsze oznacza sprawiedliwe traktowanie.

Nie każde dziecko musi być dobre w szkole

To zdanie może być niewygodne.

Ale chyba warto je wreszcie powiedzieć.

Nie każde dziecko będzie miało piątki. Nie każde pójdzie na studia. Nie każde będzie dobrze funkcjonowało w systemie opartym na siedzeniu, czytaniu, zapamiętywaniu, pisaniu sprawdzianów i zdobywaniu ocen.

I naprawdę nie musi.

Potrzebujemy lekarzy, nauczycieli i prawników. Ale potrzebujemy też mechaników, kierowców, fryzjerów, kucharzy, sprzedawców, elektryków, budowlańców i ludzi wykonujących setki innych prac.

Każdy z tych zawodów buduje społeczeństwo.

Jeżeli wszyscy będziemy chcieli znaleźć się na szczycie tej samej drabiny, w pewnym momencie zabraknie ludzi, którzy tworzą całą resztę konstrukcji.

dobre oceny → dobra szkoła → dobre studia → dobra praca → dobre życie

Tylko że życie bardzo często nie działa według tego równania.

Piątka nie jest polisą na przyszłość

Można mieć świetne oceny i jako dorosły kompletnie nie radzić sobie ze stresem.

Można mieć trójki i stworzyć świetnie prosperującą firmę.

Można skończyć studia i nigdy nie pracować w wyuczonym zawodzie.

Można mieć przeciętne świadectwo i zostać świetnym fachowcem, odpowiedzialnym pracownikiem, dobrym rodzicem i człowiekiem, który całkiem dobrze układa sobie życie.

Ocena mówi coś o tym, jak uczeń poradził sobie z konkretnym zadaniem, w konkretnym momencie i w konkretnym systemie wymagań.

Nie mówi nam, jakim będzie dorosłym człowiekiem.

„Taka wykształcona matka, a dziecko ma jedynki?”

Dochodzi do tego jeszcze presja rodzicielska.

Bo ocena dziecka bardzo łatwo staje się oceną rodzica.

Jeżeli jesteś nauczycielem, lekarzem, prawnikiem, przedsiębiorcą albo po prostu osobą wykształconą, a twoje dziecko ledwo przechodzi z klasy do klasy, bardzo łatwo usłyszeć – wprost albo między słowami:

„Jak to możliwe?”
„Nie dopilnowali?”
„Taka wykształcona rodzina, a dziecko ma takie oceny?”

I rodzic też może zacząć się zastanawiać: co robię źle?

A może nic.

Może jego dziecko po prostu nie jest dobre w szkole. Może będzie bardzo dobre w czymś innym.

MOŻE WARTO ZAPYTAĆ INACZEJ
Nie: „Dlaczego nie masz lepszej oceny?”
Tylko: „W czym jesteś dobry i co możemy z tym zrobić?”

A piętnastolatek ma już wybrać, kim będzie

To jest kolejny paradoks.

W wieku czternastu czy piętnastu lat młody człowiek wybiera liceum, technikum albo szkołę branżową. Czasami od razu konkretny zawód albo bardzo wyraźny profil.

Technik logistyk.
Mechanik.
Fryzjer.
Profil biologiczno-chemiczny.
Klasa mundurowa.

W roku szkolnym 2025/2026 w nowych oddziałach mundurowych przygotowujących m.in. do późniejszej służby w Policji i Straży Granicznej rozpoczęło naukę blisko 5,8 tys. młodych ludzi.

Ilu z nich rzeczywiście za kilka lat wybierze mundur?

Nie wiem.

I właśnie o to chodzi.

Piętnastolatek ma prawo jeszcze nie wiedzieć, kim chce zostać.

Ma prawo zmienić zdanie. Ma prawo po dwóch latach odkryć, że kierunek, który wybrał, kompletnie do niego nie pasuje.

To nie musi być porażka.

To może być po prostu dorastanie.

A co zrobić z uczniem, który mówi: „Ja tu nie chcę być”?

I tutaj zaczyna się dla mnie najtrudniejsze pytanie.

Mamy piętnasto- czy szesnastolatka.

Nie chce chodzić do szkoły. Nie uczy się. Przeszkadza innym na lekcji. Nie widzi sensu tego, co robi.

Nauczyciel próbuje prowadzić zajęcia. Wychowawca rozmawia. Rodzic dostaje wiadomości. Pedagog interweniuje. Czasami pojawia się psycholog, poradnia, kolejne formy pomocy.

Powstają notatki. Spotkania. Ustalenia. Dokumenty.

I przepalamy ogromną ilość ludzkiej energii.

Nie dlatego, że temu uczniowi nie należy pomagać.

Właśnie dlatego, że należy.

Tylko gdzie jest droga?

Jak przejść od „nie radzę sobie i nie chcę tutaj być” do „wiem, co mogę zrobić dalej”?

Do osiemnastki trzeba się uczyć. Ale po co?

W Polsce nauka jest obowiązkowa do ukończenia 18. roku życia.

I rozumiem sens tej zasady.

Szkoła i powszechny dostęp do edukacji są ogromnym przywilejem. Tak powszechnym, że trochę przestaliśmy go zauważać.

Tylko obowiązek nauki nie powinien oznaczać:

„Posadzimy cię przy szkolnej ławce i jakoś dotrwamy do osiemnastki”.

Bo co właściwie osiągnęliśmy, jeśli młody człowiek formalnie ukończył szkołę, ale nadal nie potrafi podejmować decyzji, ponosić konsekwencji, poradzić sobie z porażką, poprosić o pomoc ani znaleźć dla siebie miejsca?

A kiedy pojawia się problem, pojawia się dokument

I tutaj wracamy do pierwszego września.

Opinie.
Orzeczenia.
Dostosowania.
Indywidualizacja.
Notatki.
Potwierdzenia.

Dokumentacja jest potrzebna. Szkoła jako instytucja musi móc wykazać, jakie działania podjęła.

Tylko mam czasami wrażenie, że system znacznie lepiej potrafi udokumentować pomoc niż sprawdzić, czy ta pomoc rzeczywiście pomogła.

Bo dokument można skontrolować.

Można zapytać:

„Gdzie jest zapis?”
„Czy rodzic został poinformowany?”
„Jak pani udowodni, że dostosowanie było realizowane?”

Znacznie trudniej odpowiedzieć na inne pytania:

  • Czy ten młody człowiek po roku jest bardziej samodzielny?
  • Czy lepiej rozumie siebie?
  • Czy potrafi coś zrobić ze swoim problemem?
  • Czy znalazł coś, w czym czuje się kompetentny?
  • Czy odzyskał sprawczość?

I jeszcze szkoła, która próbuje zrobić wszystko

Tymczasem dokładamy kolejne elementy.

Kolejne przedmioty. Kolejne zajęcia. Projekty. Profilaktykę. Doradztwo. Pomoc psychologiczno-pedagogiczną. Kolejne wymagania i kolejną dokumentację.

Każda z tych rzeczy osobno może być potrzebna.

Tylko wszystkie trafiają do życia tego samego młodego człowieka.

Zdarzają się dni, kiedy uczeń spędza w szkole osiem, dziewięć godzin, a jeśli doliczymy dodatkowe zajęcia – jeszcze więcej.

Potem zastanawiamy się, dlaczego jest zmęczony, sfrustrowany albo po prostu mówi: „mam dość”.

I znów próbujemy naprawić ucznia.

Nie wiem, jak naprawić szkołę

I nie będę udawać, że wiem.

Nie mam gotowego modelu nowego systemu edukacji.

Widzę tylko, że od lat próbujemy poprawiać istniejący:

kolejny przedmiot,
kolejna podstawa,
kolejny program,
kolejna procedura,
kolejny dokument.

Może szkoła rzeczywiście potrzebuje zmiany.

Ale może nie kolejnej kosmetycznej poprawki.

Może najpierw trzeba odpowiedzieć sobie na prostsze pytanie:

NAJWAŻNIEJSZE PYTANIE
Co właściwie uznamy za sukces szkoły?

Bo może sukcesem szkoły nie jest uczeń z samymi piątkami.

Może nie jest nim nawet uczeń, który bez problemów przeszedł przez wszystkie klasy.

Może jest nim młody człowiek, który wychodząc ze szkoły, potrafi powiedzieć:

Nie umiem – mogę się nauczyć.
Nie radzę sobie – wiem, gdzie szukać pomocy.
Nie wyszło – spróbuję inaczej.
Nie jestem dobry we wszystkim – ale wiem, w czym mogę być dobry.
To moje życie – potrafię wziąć odpowiedzialność za to, co zrobię dalej.

Bo szkoła kiedyś się kończy.

I wtedy nie ma już wychowawcy, poprawy sprawdzianu, kolejnej klasy ani dziennika, w którym ktoś wpisze, co mamy zrobić.

Zostaje człowiek.

I może właśnie do tego powinniśmy przygotowywać go od pierwszego września.

Zdrowa Lekcja na tydzień 💙

Co sobotę otrzymasz przygotowanie do kolejnego tygodnia: tematy, wskazówki merytoryczne, możliwe pytania uczniów, dodatkowe źródła i pomysły do pracy zgodnie z programem „Zdrowie w praktyce”.

Zapisz się na newsletter →

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk