Edukacja zdrowotna • branżowa szkoła I stopnia
„Do branżówki idą ci słabsi”.
To jedno z tych zdań, które w polskiej szkole mają wyjątkowo długie życie. Trochę jak stary mebel w pokoju nauczycielskim – wszyscy wiedzą, że dawno należałoby go wynieść, ale jakoś wciąż stoi i zbiera kurz.
Czasem tylko zmienia formę. Zamiast powiedzieć wprost „słabsi”, mówi się: „tam trzeba wszystko uprościć”, „oni tego nie zrobią”, „po co im takie trudne tematy?”.
Brzmi łagodniej. Mądrzejsze od tego jednak nie jest.
Bo prościej nie oznacza płycej. Konkret nie oznacza braku ambicji. A wybór szkoły branżowej naprawdę nie jest testem inteligencji.
Szkołę branżową znam nie z folderu reklamowego
Piszę o tym również jako nauczyciel, który na co dzień pracuje z uczniami szkół branżowych. Nie oglądam ich więc wyłącznie przez pryzmat statystyk, rankingów czy komentarzy rozpoczynających się od słów „dzisiejsza młodzież…”.
Widzę konkretnych młodych ludzi.
I spotykam wśród nich naprawdę fantastyczne osoby. Takie, które doskonale wiedzą, czego chcą. Wiedzą, jaki zawód chcą wykonywać, gdzie chciałyby pracować, jakie kwalifikacje zdobyć i co zrobić później.
Jedni planują własną działalność. Inni chcą zdobywać kolejne uprawnienia, specjalizować się, szybko wejść na rynek pracy albo po kilku latach pójść dalej.
I czasem ich plan na najbliższych pięć lat jest znacznie bardziej konkretny niż klasyczne: „pójdę do liceum, a potem się zobaczy”.
To, że ktoś wybrał drogę do zawodu, nie oznacza, że wybrał drogę donikąd.
Mamy dziwną słabość do mierzenia wszystkich jedną linijką
Szkoła lubi jedną miarę.
Jedno tempo. Jeden sposób odpowiedzi. Jedną formę polecenia. Jeden model „dobrego ucznia”.
A potem ze zdziwieniem odkrywa, że nie każdy nastolatek rozkwita na widok trzyakapitowego zadania zakończonego poleceniem: „dokonaj wieloaspektowej analizy problemu i uzasadnij swoje stanowisko”.
Tymczasem człowiek może mieć znakomitą wyobraźnię przestrzenną, zdolności techniczne, świetną koordynację, ogromną sprawność manualną, wyczucie materiału, mechanizmu albo drugiego człowieka i jednocześnie nie przejawiać szczególnego entuzjazmu wobec pół strony abstrakcyjnego tekstu.
To nie jest brak inteligencji. To są inne mocne strony i często inny sposób uczenia się.
Czasem więc problem nie polega na tym, że uczeń
„nie rozumie”.
Czasem to my podaliśmy mu wiedzę w opakowaniu,
do którego nie dostał otwieracza.
I właśnie dlatego nie chciałam kopiować liceum
Kiedy przygotowywałam program oraz gotowe scenariusze edukacji zdrowotnej dla branżowej szkoły I stopnia, najłatwiejsze rozwiązanie leżało właściwie na stole.
Wziąć materiały przygotowane dla liceum. Zmienić nagłówek. Skrócić dwa polecenia. Usunąć bardziej wymagające ćwiczenie. Na pierwszej stronie wpisać „branżowa szkoła I stopnia”.
Voilà. Nowy produkt.
Tylko że to trochę jak przyklejenie napisu „odzież robocza” do eleganckiej marynarki i uznanie, że właśnie powstało ubranie na budowę.
Nie powstało.
Dlatego przyjęłam jedną zasadę:
Nie upraszczamy wiedzy.
Upraszczamy drogę do jej zrozumienia.
Ta sama wiedza. Inna droga.
Uczeń szkoły branżowej nadal ma rozumieć profilaktykę, zdrowie fizyczne i psychiczne, odpowiedzialność, bezpieczeństwo, wiarygodność informacji, relacje czy korzystanie z systemu ochrony zdrowia.
Nie zdejmujemy więc połowy wiedzy ze stołu tylko dlatego, że nad drzwiami szkoły nie widnieje napis „liceum”.
Zmieniamy natomiast sposób dojścia do tej wiedzy.
Dlatego w scenariuszach dla branżowej szkoły I stopnia znacznie częściej zaczynam od konkretnej sytuacji.
Coś się wydarzyło.
Jest problem.
Trzeba podjąć decyzję.
Co już wiesz?
Czego jeszcze nie wiesz?
Co możesz zrobić?
Kiedy potrzebna jest pomoc specjalisty?
A dopiero później dokładamy pojęcie, definicję i teorię.
Bo do trudnego tematu można próbować wdrapać się po ścianie. Można też po prostu znaleźć drzwi.
Mniej „opisz”. Więcej „co zrobisz?”
W liceum częściej można pozwolić sobie na dłuższą analizę, debatę, argumentowanie czy bardziej abstrakcyjny problem.
W branżowej szkole I stopnia częściej stawiam ucznia przed konkretną decyzją.
Co tutaj jest ryzykiem?
Która informacja jest wiarygodna?
Co powinieneś zrobić jako pierwsze?
Na co masz wpływ?
Gdzie kończą się twoje kompetencje?
Czy to są pytania łatwiejsze?
Niekoniecznie.
Są za to mocniej zakotwiczone w rzeczywistości. A kotwica – wbrew pozorom – nie służy do ograniczania. Służy do tego, żeby człowiek wiedział, gdzie stoi.
Bo uczeń szkoły branżowej szybciej staje się pracownikiem
To kolejna różnica, której nie ma sensu udawać, że nie istnieje.
Uczniowie szkół branżowych bardzo szybko wchodzą w rzeczywiste środowisko pracy. Spotykają przełożonych, klientów, współpracowników. Odbywają praktyczną naukę zawodu.
Dlatego zdrowie przestaje być wyłącznie szkolnym rozdziałem.
Za chwilę staje się zdrowiem młodego pracownika.
Siedemnastolatek zaczyna praktykę o 6:00. Śpi pięć godzin. Wieczorem długo gra. Mówi: „Nie mam czasu na zdrowie”.
Co jest ryzykiem? Na co ma wpływ? Jaka jedna zmiana jest naprawdę możliwa?
I nagle teoria zakłada buty robocze i wychodzi z podręcznika.
Prosty język nie jest infantylizacją
To rozróżnienie jest bardzo ważne.
Można mówić prosto o trudnych sprawach. Nie trzeba przy tym ani udawać wykładowcy akademickiego, ani zwracać się do siedemnastolatka tak, jakby za chwilę miał dostać naklejkę za pięknie pokolorowane serduszko.
Można wytłumaczyć antybiotykooporność bez wykładu z mikrobiologii.
Można mówić o profilaktyce nowotworowej bez straszenia.
Można omawiać BMI bez organizowania nieformalnego konkursu sylwetek.
Można rozmawiać o zdrowiu psychicznym bez zamieniania godziny lekcyjnej w terapię grupową, o którą nikt nie prosił.
Prosty język oznacza jasność.
Nie infantylizację.
Dokumentacja dla nauczyciela
„Zdrowie w praktyce” dla branżowej szkoły I stopnia
Z tej filozofii powstał również osobny program „Zdrowie w praktyce” dla branżowej szkoły I stopnia.
Program, rozkład materiału i plan wynikowy tworzą jedną konstrukcję, a gotowe scenariusze są jej praktycznym rozwinięciem.
Bo nauczyciel nie potrzebuje kolejnego segregatora pełnego przypadkowych kartek.
Potrzebuje mapy.
Program jest mapą.
Rozkład pokazuje trasę.
Scenariusz pomaga przejść konkretny odcinek.
Gotowe do wykorzystania
Gotowe lekcje – czyli teoria schodzi z tablicy
Do programu przygotowałam również kompletne scenariusze edukacji zdrowotnej dla branżowej szkoły I stopnia.
Nie tylko sam przebieg zajęć.
Są karty pracy, pojęcia i definicje, klucze odpowiedzi, sprawdzenia wiedzy, sytuacje problemowe, dodatkowe źródła oraz wskazówki dla nauczyciela: co powiedzieć, jak poprowadzić ćwiczenie, czego lepiej nie robić i co zrobić wtedy, kiedy klasa niekoniecznie marzy o współpracy.
Bo teoria o „aktywizowaniu uczniów” bardzo ładnie wygląda w prezentacji szkoleniowej.
W poniedziałek o 7:15 bywa nieco mniej fotogeniczna.
A zdrowie seksualne? Tu tym bardziej nie ma miejsca na protekcjonalność
Przygotowując materiały z zakresu zdrowia seksualnego dla branżowej szkoły I stopnia, trzymam się dokładnie tej samej zasady.
Nie zakładam, że skoro uczeń wybrał szkołę branżową, trzeba powiedzieć mu mniej.
Wręcz przeciwnie.
To obszar, w którym szczególnie potrzebne są rzetelna wiedza, jasny język, odpowiedzialność, granice, szacunek i możliwość zadawania pytań bez zawstydzania.
Tematy intymne źle znoszą obie skrajności. Z jednej strony akademicki wykład naszpikowany terminologią, po którym połowa klasy mentalnie opuściła salę w trzeciej minucie.
Z drugiej – infantylizację.
Potrzebują czegoś znacznie trudniejszego: normalnej, spokojnej i odpowiedzialnej rozmowy.
Osobny program
„Zdrowie seksualne – świadomie i odpowiedzialnie”
Dla odrębnych zajęć z zakresu zdrowia seksualnego przygotowałam osobny program nauczania, plan wynikowy i rozkład materiału dla branżowej szkoły I stopnia.
Nie obniżajmy poprzeczki. Zmieńmy sposób dojścia do niej.
I chyba właśnie do tego sprowadza się cała sprawa.
Nie trzeba stawiać uczniowi szkoły branżowej niższej poprzeczki.
Można za to przestać upierać się, że każdy ma do niej dojść dokładnie tą samą ścieżką.
Jeden uczeń dojdzie przez analizę tekstu. Drugi przez rozmowę. Trzeci dopiero wtedy, kiedy zobaczy konkretny problem, który może wydarzyć się podczas praktyk albo w przyszłej pracy.
Cel może pozostać ten sam. Droga nie musi.
Szkoła branżowa nie potrzebuje edukacji zdrowotnej napisanej „łatwiej”.
Potrzebuje edukacji zdrowotnej napisanej mądrze dla jej uczniów – z szacunkiem dla ich możliwości, ich doświadczeń i świata, w który bardzo szybko wchodzą jako dorośli ludzie i pracownicy.
