Indoktrynacja? Sprawdzam. Tego w moim programie edukacji zdrowotnej po prostu nie ma
Otworzyłam podstawę programową, własny program nauczania i aktualne przepisy. Punkt po punkcie. Nie wiem, jak będą wyglądały wszystkie programy i wszystkie lekcje edukacji zdrowotnej w Polsce. Wiem natomiast dokładnie, co znajduje się w programie, który stworzyłam – i czego w nim nie ma.
Stan prawny i źródła sprawdzone na 13 sierpnia 2026 r.
Słowo „indoktrynacja” bardzo łatwo działa na wyobraźnię.
Jeszcze łatwiej działają hasła o demoralizacji dzieci, ideologizacji szkoły, ukrytych treściach czy odbieraniu rodzicom prawa do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami.
Rozumiem, że rodzic może mieć obawy.
Powiem więcej: uważam, że rodzic powinien pytać. Powinien wiedzieć, czego jego dziecko będzie się uczyło. Powinien móc zobaczyć program. Powinien znać tematykę zajęć. A przy treściach szczególnie wrażliwych samo uspokajające „proszę się nie martwić” nie powinno nikomu wystarczać.
Ale dokładnie z tego samego powodu nie wystarcza mi również komunikat z drugiej strony:
Jeśli mówimy o indoktrynacji, pokażmy ją.
Nie w domyśle. Nie w komentarzu politycznym. Nie w relacji z jednego szkolenia dla nauczycieli.
W programie.
„Indoktrynacja” rzeczywiście padła. Dlatego odpowiadam: sprawdzam
4 sierpnia 2026 r. Przemysław Czarnek, zapowiadając działania PiS przed Trybunałem Konstytucyjnym dotyczące nowych przepisów o edukacji zdrowotnej, mówił między innymi o potrzebie powstrzymania – jak to określił – „indoktrynacji nowacko-lewackiej i lubnauerowej”. W innych relacjach z tej samej konferencji pojawia się również jego określenie dotyczące „twardego, demoralizującego komponentu edukacji seksualnej”.
pełne nagranie konferencji Przemysława Czarnka z 4 sierpnia 2026 r.
Gazeta Lekarska – „Edukacja zdrowotna przed Trybunałem Konstytucyjnym”
To są poważne słowa.
I właśnie dlatego zasługują na poważną odpowiedź.
Nie chcę odpowiadać na nie innym hasłem politycznym. Wolę odpowiedzieć czymś znacznie mniej widowiskowym, ale zdecydowanie bardziej konkretnym:
Bo jeżeli zarzut dotyczy całej edukacji zdrowotnej, to siłą rzeczy obejmuje również programy, w których takich treści po prostu nie ma.
W tym mój.
A co z Polskim Forum Rodziców i szkoleniami nauczycieli?
W lutym 2026 r. Polskie Forum Rodziców opublikowało materiał odnoszący się do konferencji krytykującej szkolenie Ośrodka Rozwoju Edukacji dla nauczycieli zatytułowane „Różnorodność płciowa w szkole – obowiązki i możliwości wsparcia uczniów”. Artykuł opatrzono bardzo mocnym nagłówkiem dotyczącym „promocji zmiany płci” w szkole.
I tutaj trzeba postawić bardzo wyraźną granicę.
Szkolenie dla nauczycieli nie jest programem nauczania każdego nauczyciela w Polsce.
Możemy dyskutować o tym szkoleniu. Możemy pytać, dlaczego pojawiły się na nim określone zagadnienia. Możemy oceniać jego zawartość dobrze albo źle.
Ale nie można na podstawie szkolenia dla określonej grupy nauczycieli automatycznie opisać treści każdego programu edukacji zdrowotnej, jaki zostanie dopuszczony do użytku w polskiej szkole.
Program trzeba po prostu otworzyć.
Dlatego świadomie stworzyłam dwa oddzielne programy
Kiedy tworzyłam dokumentację do edukacji zdrowotnej, zdecydowałam się na rozwiązanie, które dzisiaj uważam za szczególnie ważne.
Nie połączyłam obowiązkowej edukacji zdrowotnej i nieobowiązkowych zajęć „edukacja zdrowotna – zdrowie seksualne” w jednym programie.
Stworzyłam dwa oddzielne programy.
Obowiązkowy przedmiot obejmujący wymagania pozostawione w podstawie programowej edukacji zdrowotnej.
Odrębne, nieobowiązkowe zajęcia, z których rodzic ucznia niepełnoletniego lub uczeń pełnoletni może pisemnie zrezygnować.
To nie jest zabieg graficzny.
To jest granica programowa.
W programie „Zdrowie w praktyce” zapisałam wprost, że obejmuje on obowiązkowy przedmiot edukacja zdrowotna i nie obejmuje odrębnych, nieobowiązkowych zajęć „edukacja zdrowotna – zdrowie seksualne”.
Jednocześnie pozostawiłam w nim te treści związane m.in. z dojrzewaniem, zdrowiem układu moczowo-płciowego, granicami, drogami przenoszenia zakażeń czy zagrożeniami cyfrowymi, które nadal należą do obowiązkowej podstawy programowej.
Czyli rodzic, który nie zdecyduje się na udział dziecka w zajęciach „zdrowie seksualne”, może wiedzieć dokładnie, z czego rezygnuje.
I jednocześnie wie, czego dziecko nadal będzie się uczyło na obowiązkowej edukacji zdrowotnej.
Przepisy również te zajęcia rozdzielają
Rozporządzenie Ministra Edukacji z 17 lipca 2026 r. określa „edukację zdrowotną – zdrowie seksualne” jako odrębne zajęcia. W szkole podstawowej przewidziano na nie po jednej godzinie rocznie w klasach IV–VI oraz po dwie godziny w klasach VII–VIII.
Co równie istotne, co najmniej miesiąc przed rozpoczęciem tych zajęć nauczyciel wraz z wychowawcą ma przeprowadzić spotkanie informacyjne dla rodziców i przedstawić między innymi cele, treści programu, wykorzystywane materiały i środki dydaktyczne.
Rodzic ucznia niepełnoletniego może złożyć pisemną rezygnację z udziału dziecka w tych zajęciach. Uczeń pełnoletni może zrobić to sam.
Można więc nie zgadzać się z treściami tych zajęć.
Ale trudno mówić o mechanizmie ukrywania ich przed rodzicem, skoro przepisy nakazują przedstawić mu program i materiały jeszcze przed rozpoczęciem realizacji.
Nie będę jednak obiecywać rodzicom czegoś, czego w przepisach nie ma
I tu dochodzimy do rzeczy bardzo ważnej.
Rozdzielenie dwóch programów nie oznacza, że z obowiązkowej edukacji zdrowotnej znikają wszystkie zagadnienia mające jakikolwiek związek z dojrzewaniem, relacjami czy seksualnością człowieka.
Nie znikają.
W obowiązkowej podstawie pozostają między innymi zagadnienia związane z dojrzewaniem, prawidłowym rozwojem płciowym, zdrowiem układu moczowo-płciowego, drogami przenoszenia zakażeń, granicami, relacjami oraz odpowiedzialnością.
Są tam również treści dotyczące rodziny, wzajemnego szacunku, odpowiedzialności za relacje i budowania dobrej atmosfery rodzinnej.
Rozporządzenie Ministra Edukacji z 8 lipca 2026 r. – Dz.U. 2026 poz. 958
I uważam, że właśnie tak należy rozmawiać z rodzicem.
Nie zapewniać: „tam niczego takiego nie ma”, jeżeli coś w podstawie rzeczywiście pozostało.
Tylko powiedzieć:
I tak – w obowiązkowej edukacji zdrowotnej jest pornografia
Nie chcę tego tematu chować pod dywan, bo nie ma ku temu żadnego powodu.
Słowo „pornografia” rzeczywiście znajduje się w obowiązkowej podstawie programowej.
Ale kluczowe pytanie brzmi: w jakim kontekście?
W dziale dotyczącym internetu i profilaktyki uzależnień. Obok cyberprzemocy, hejtu, sekstingu, mediów społecznościowych i innych zagrożeń środowiska cyfrowego.
I dokładnie tak potraktowałam ten temat w swoim programie.
W klasie VIII pornografia występuje jako treść nieodpowiednia dla małoletnich, w kontekście bezpiecznych relacji cyfrowych, prywatności i reagowania na zagrożenia – obok sekstingu, phishingu, deepfake'ów i kradzieży tożsamości.
Uczę je, co zrobić, kiedy pornografia znajdzie je sama.
Bo dziecko nie żyje w sterylnym laboratorium
Możemy usunąć słowo „pornografia” z rozmowy dorosłych.
Nie usuniemy tym pornografii z internetu.
Możemy nie mówić o sekstingu.
Nie sprawi to, że seksting przestanie istnieć.
Możemy nie mówić o hejcie, patostreamingu, niebezpiecznych kontaktach z obcymi, presji grupy, obrazie własnego ciała czy szkodliwym korzystaniu z technologii.
Ale młody człowiek nadal ma smartfon, komunikatory, grupy rówieśnicze, media społecznościowe i algorytmy rekomendujące mu kolejne treści.
A dane mówią bardzo wyraźnie
Raport NASK „Nastolatki” pokazuje skalę cyfrowego świata młodych ludzi znacznie lepiej niż jakikolwiek spór polityczny.
Średni wiek pierwszego kontaktu z pornografią wśród badanych uczniów szkoły podstawowej był jeszcze niższy – wynosił około 10 lat i 10 miesięcy.
Spośród młodych ludzi, którzy mieli kontakt z pornografią, 15% deklarowało korzystanie z takich treści codziennie, a kolejne 18% raz lub kilka razy w tygodniu.
Czy to oznacza, że rodzic przestaje być autorytetem? Nie
I tutaj nie zgadzam się z budowaniem fałszywego konfliktu: rodzina albo szkoła.
Jedna lekcja nauczyciela nie kasuje kilkunastu lat wychowania, rozmów, więzi, norm i wartości przekazywanych dziecku w domu.
Rodzic nadal jest rodzicem.
Nadal może powiedzieć dziecku, co sam uważa za dobre, właściwe, moralne, bezpieczne czy zgodne z wartościami swojej rodziny.
Szkoła nie musi przejmować tej roli.
Ale może dać młodemu człowiekowi minimalny zestaw kompetencji ochronnych.
Jak rozpoznać zagrożenie? Jak zareagować? Jak powiedzieć „nie”? Gdzie szukać pomocy? Jak odróżnić wiarygodne źródło od manipulacji? Co zrobić z kompromitującym zdjęciem? Jak nie zostać samemu z przemocą?
I właśnie tutaj dane NASK pokazują bardzo ciekawą różnicę.
Nie oznacza to, że rodzice mówią nieprawdę.
Może oznaczać coś znacznie bardziej prozaicznego: dorosły uzna krótkie „uważaj w internecie” za rozmowę profilaktyczną, podczas gdy nastolatek w ogóle nie odbierze tego w ten sposób.
Szkoła może więc rodzica uzupełniać.
Nie zastępować.
A czasami dziecko po prostu nikomu nie mówi
To jeden z fragmentów raportu NASK, który uważam za szczególnie ważny.
Wśród nastolatków, którzy doświadczyli przemocy internetowej, aż 47% zadeklarowało, że niczego nie zrobiło i nikomu o problemie nie powiedziało.
Rodzice jednocześnie byli przekonani, że w sytuacji cyberprzemocy dzieci przede wszystkim zwróciłyby się właśnie do najbliższych dorosłych. Tak uważało 66% badanych opiekunów.
Tymczasem rodzinę jako faktyczne źródło pomocy wskazało 15% nastolatków.
Raport wskazuje również, że 11% badanych nastolatków spotkało się z dorosłą osobą poznaną wcześniej w internecie.
I znowu pytanie:
Czy może warto wcześniej nauczyć dziecko rozpoznawać sygnały ostrzegawcze?
Właśnie to nazywamy profilaktyką.
Edukacja zdrowotna nie jest terapią. I nie powinna nią być
Nie chcę również przypisywać temu przedmiotowi cudownych właściwości.
Nauczyciel edukacji zdrowotnej nie jest psychiatrą.
Nie diagnozuje depresji. Nie prowadzi psychoterapii. Nie leczy zaburzeń odżywiania. Nie zastępuje lekarza ani psychologa.
W moim programie tę granicę zapisałam bardzo jasno.
Ale nauczyciel może zrobić coś wcześniej.
Może prowadzić psychoedukację.
Pomóc dziecku rozpoznać, że coś się dzieje. Nazwać problem. Pokazać, gdzie kończy się zwykły gorszy dzień, a gdzie zaczyna sygnał, że warto poprosić o pomoc. Nauczyć reagowania na przemoc. Wyjaśnić, że zwrócenie się do dorosłego nie jest donoszeniem. Pokazać wiarygodne miejsca wsparcia.
I jest to szczególnie istotne w sytuacji, w której system specjalistycznej pomocy nadal ma poważne problemy.
Najwyższa Izba Kontroli, przywołując wyniki badania EZOP II, wskazywała, że zaburzenia psychiczne mogą dotyczyć prawie 14% młodych Polaków – niemal miliona osób. NIK oceniła jednocześnie system psychiatrycznej, psychologicznej i psychoterapeutycznej opieki nad dziećmi i młodzieżą jako niewydolny i wskazała na istotne bariery w dostępie do wsparcia.
A co zamiast „indoktrynacji” rzeczywiście znajduje się w moim programie?
Między innymi bardzo zwyczajne rzeczy.
- zdrowie jako wartość i odpowiedzialność za własne wybory,
- godność człowieka i szacunek dla drugiej osoby,
- rodzina jako miejsce opieki, bezpieczeństwa, wychowania, współpracy i wzajemnej pomocy,
- prawa i obowiązki w rodzinie oraz budowanie dobrej atmosfery,
- relacje oparte na wzajemności, szacunku i zaufaniu,
- granice i asertywność,
- odpowiedzialność za zdrowie bez obwiniania,
- zdrowie psychiczne i szukanie pomocy,
- aktywność fizyczna, odżywianie, profilaktyka i pierwsza pomoc,
- bezpieczne funkcjonowanie w świecie cyfrowym.
Można oczywiście dyskutować o metodach. Można proponować inne ćwiczenie. Można oceniać, że jakiś temat powinien zostać omówiony szerzej albo krócej.
Na tym polega normalna rozmowa o edukacji.
Ale jeżeli ktoś nazywa cały przedmiot indoktrynacją, chciałabym zobaczyć dowód również w tym konkretnym programie.
Nie wiem, co zrobi każdy nauczyciel w Polsce. I nie będę udawać, że wiem
To jest ważne zastrzeżenie.
Nie mogę zagwarantować, jak będzie wyglądała każda lekcja edukacji zdrowotnej w każdej polskiej szkole.
Nie znam każdego programu nauczania. Nie znam każdego podręcznika. Nie znam każdego nauczyciela.
Dlatego nie napiszę:
„W edukacji zdrowotnej w Polsce nigdy nie wydarzy się nic, z czym rodzic może się nie zgodzić”.
Takiej gwarancji nie może dać nikt.
Mogę natomiast wziąć odpowiedzialność za program, który sama stworzyłam.
I dlatego mówię:
Jeśli czegoś tam nie ma – nie dopisujmy tego między wierszami.
Edukacja zdrowotna nie powinna odbywać się w kuluarach.
I nie musi.
Podstawa programowa jest publiczna. Przepisy są publiczne. Program można przeczytać. Tematy można pokazać rodzicom.
A rodzic może nadal pozostać najważniejszą osobą, z którą dziecko rozmawia o wartościach, relacjach i świecie.
Jedno drugiego nie wyklucza.
Źródła
1. Rozporządzenie Ministra Edukacji z 8 lipca 2026 r., Dz.U. 2026 poz. 958:
https://eli.gov.pl/eli/DU/2026/958/ogl
2. Rozporządzenie Ministra Edukacji z 17 lipca 2026 r., Dz.U. 2026 poz. 966:
https://eli.gov.pl/eli/DU/2026/966/ogl
3. NASK, „Nastolatki. Raport z ogólnopolskiego badania uczniów i rodziców”:
https://www.nask.pl/media/2025/09/Nastolatki_RAPORT-1.pdf
4. Najwyższa Izba Kontroli, „Opieka psychologiczna i psychiatryczna nad dziećmi i młodzieżą”:
https://www.nik.gov.pl/kontrola-panstwowa-2025/02/opieka-psychologiczna-i-psychiatryczna-nad-dziecmi-i-mlodzieza.html
5. Nagranie konferencji Przemysława Czarnka z 4 sierpnia 2026 r.:
https://www.youtube.com/watch?v=WW4PVazpdeQ
6. Gazeta Lekarska, „Edukacja zdrowotna przed Trybunałem Konstytucyjnym”:
https://gazetalekarska.pl/edukacja-zdrowotna-przed-trybunalem-konstytucyjnym/
7. Polskie Forum Rodziców, materiał z 18 lutego 2026 r.:
https://polskieforumrodzicow.pl/forum-szkolne-aktualnosci/nauczyciele-wzieli-udzial-w-skandalicznym-webinarze-na-temat-edukacji-zdrowotnej-promocja-zmiany-plci-w-szkole-uderza-w-dzieci-i-nauczycieli
